Kolejna próba zmiany może zostawić po sobie coś trudniejszego niż niedokończony kurs czy porzucony plan. Może zostawić przekonanie, że z Tobą jest coś nie tak. Zaczynasz wtedy ostrożniej, mniej ufasz własnym pomysłom i coraz częściej rezygnujesz, zanim zdążysz sprawdzić, co tym razem mogłoby wyglądać inaczej. Właśnie dlatego warto przyjrzeć się temu, co wydarzyło się podczas ostatniej próby. Także temu, co od tamtej pory mówisz sobie o sobie.

W tym artykule
  1. Kiedy stara historia wraca do nowej próby
  2. Czy ten cel nadal jest Twój?
  3. Zrób miejsce na zmianę
  4. Co dzieje się w strefie pomiędzy
  5. Wsparcie i powrót po przerwie
  6. Przyjrzyj się swojej ostatniej próbie

Początek zwykle wygląda całkiem dobrze. Wreszcie podejmujesz decyzję, która dojrzewała od miesięcy. Chcesz zmienić pracę, wrócić do nauki, zacząć pisać albo znaleźć więcej czasu dla rodziny. Układasz plan i przez pierwsze dni naprawdę go realizujesz. Pojawia się ulga, bo coś ruszyło. Potem przychodzi bardziej wymagający tydzień. Wypada jeden dzień, później kolejny. Plan zaczyna coraz mniej pasować do tego, jak wygląda Twoje życie. Z czasem trudno nawet wskazać moment, w którym go porzuciłeś.

Łatwo wtedy zamknąć całą historię jednym zdaniem: „Mam słomiany zapał”. Albo: „Ja nigdy niczego nie kończę”. Takie wyjaśnienie wydaje się wiarygodne, szczególnie gdy masz za sobą kilka podobnych doświadczeń. Problem w tym, że niewiele z niego wynika. Nie wiadomo, co poprawić, czego się nauczyć ani jak przygotować następne podejście. Zostaje za to ocena, którą zabierasz ze sobą do kolejnej próby.

Kiedy stara historia wraca do nowej próby

Sam znam ciężar takiego zdania. W szkole miałem dwójkę z polskiego. Przez lata nosiłem w sobie przekonanie, że pisanie jest poza moim zasięgiem. Kiedy siadałem do swojej pierwszej książki, ten głos wrócił razem ze mną do biurka. Pytał, czy to będzie dobre, czy komuś się przyda i kim właściwie jestem, żeby pisać. Książka powstała, ale po drodze sporo siły kosztowało mnie mierzenie się z przekonaniem, które przyjąłem dużo wcześniej. Szkolna ocena nadal uczestniczyła w podejmowaniu moich dorosłych decyzji.

Dlatego zastanawiam się, ile podobnych zdań nosimy bez sprawdzania, czy nadal opisują rzeczywistość. Ktoś raz sobie nie poradził. Potem drugi. W którymś momencie przestał mówić o konkretnych doświadczeniach, a zaczął mówić o sobie: „Taki już jestem”. Kolejna trudność łatwo staje się wtedy potwierdzeniem starej historii. Sukcesowi można znaleźć inne wyjaśnienie: udało się przypadkiem, zadanie było proste, ktoś pomógł. W ten sposób nawet prawdziwe postępy bywają pomijane.

Czy ten cel nadal jest Twój?

Przyglądając się własnym próbom, staram się więc wracać do konkretów. Co chciałem zrobić? W jakich okolicznościach? Co działało na początku? Co wydarzyło się później? W „Fundamentach Zmiany” porządkuję takie pytania wokół siedmiu obszarów: własnego powodu, gotowości, miejsca, trudniejszego okresu przejścia, wsparcia, tożsamości i sensu. Traktuję je jako mapę do przyglądania się zmianie. Nie wyjaśnią każdej sytuacji, ale mogą pomóc zauważyć coś, co wcześniej zbyt szybko podpisałeś swoim imieniem.

Pierwsza rzecz do sprawdzenia to sam cel. Możesz wkładać dużo wysiłku w coś, czego kiedyś chciałeś, ale co przestało być dla Ciebie ważne. Możesz też próbować realizować oczekiwania, które przejąłeś od rodziny, znajomych czy ludzi obserwowanych w internecie. Warto zapytać siebie, dlaczego nadal chcesz się tym zajmować. Czy widzisz w tym własną wartość? Czy potrafisz wskazać, co ta zmiana wniesie do Twojego życia? Odpowiedź nie musi być pełna entuzjazmu. Ważny cel może wymagać trudnej, mało przyjemnej pracy. Chodzi o to, czy świadomie uznajesz go za swój.

Zrób miejsce na zmianę

Druga rzecz to miejsce. Nowe działanie zwykle konkuruje z czymś, co już zajmuje Twój dzień. Z pracą, opieką nad dziećmi, obowiązkami i odpoczynkiem. Możesz bardzo chcieć zmiany, a jednocześnie nie mieć warunków do realizowania jej w zaplanowanym rozmiarze. Nie każdą przeszkodę da się usunąć dobrą organizacją. Czasem potrzebna jest rozmowa w domu, pomoc drugiej osoby albo ograniczenie innych zobowiązań. Czasem trzeba uczciwie przyznać, że na większy projekt jeszcze nie ma przestrzeni.

Wyobraź sobie, że chcesz codziennie przez godzinę uczyć się języka. Wpisujesz naukę na wieczór, kiedy dzieci już zasną. Tyle że właśnie wtedy kończysz zaległe sprawy i jesteś zmęczony całym dniem. Przez kilka wieczorów mobilizujesz się dodatkowym wysiłkiem. Potem książka zostaje zamknięta. Zanim uznasz to za dowód braku dyscypliny, sprawdź swój plan. Skąd miała się wziąć ta godzina? Czy wybrałeś porę, w której rzeczywiście możesz się skupić? Co miało się wydarzyć w bardziej wymagający dzień?

Rozmiar kroku ma tu znaczenie. Na początku łatwo planować z perspektywy dobrego wieczoru, w którym masz siłę i nadzieję. Później ten sam plan ma wykonywać człowiek po trudnym dniu. Możliwe, że piętnaście minut nauki lepiej pasuje do obecnych warunków. Możliwe, że potrzebujesz dwóch stałych terminów w tygodniu zamiast codziennej obietnicy. Mniejszy krok pozwala sprawdzić, jak działanie mieści się w Twoim życiu. Dopiero na tej podstawie możesz rozsądnie zwiększać jego zakres.

Co dzieje się w strefie pomiędzy

Warto też przyjrzeć się momentowi, w którym uznałeś, że zmiana nie działa. Początkowy zapał może minąć, zanim nowe umiejętności zaczną przynosić zauważalne efekty. W książce nazywam taki odcinek strefą pomiędzy. Uczysz się czegoś nowego, poświęcasz temu czas i jeszcze nie czujesz się pewnie. To może być część procesu. Może też być sygnał, że sposób działania wymaga poprawy. Sam dyskomfort nie rozstrzyga tej sprawy. Potrzebujesz przyjrzeć się temu, co robisz, czego się uczysz i jakie efekty rzeczywiście się pojawiają.

Wsparcie i powrót po przerwie

Łatwiej to zobaczyć, gdy masz z kim porozmawiać. W samotności można długo krążyć wokół jednego wyjaśnienia. Drugi człowiek może zauważyć, że bierzesz na siebie za dużo, pomijasz swoje postępy albo próbujesz działać według planu, który już nie pasuje. Nie musi mieć odpowiedzi na wszystko. Czasem ważne jest samo to, że możesz opowiedzieć o trudnościach bez udawania, że idzie świetnie. Wsparcie zaczyna się również od ustalenia, czego potrzebujesz: wysłuchania, wspólnego przyjrzenia się planowi czy konkretnej pomocy.

Osobnym momentem jest powrót po przerwie. Jeden opuszczony dzień może uruchomić dużo więcej niż zaległość. Pojawia się złość na siebie, potrzeba nadrabiania i przekonanie, że skoro plan został przerwany, trzeba zacząć wszystko od nowa. Przy zwykłych działaniach, takich jak nauka czy pisanie, warto przygotować prosty sposób powrotu. Ustalić, co zrobisz przy najbliższej możliwej okazji i w jakim rozmiarze. Zaległy tydzień nie musi oznaczać tygodnia dodatkowej pracy. Możesz wrócić do jednego wykonalnego kroku, a potem sprawdzić, dlaczego powstała przerwa.

Przyjrzyj się swojej ostatniej próbie

Jeśli chcesz przyjrzeć się swojej ostatniej próbie, weź kartkę i opisz ją możliwie konkretnie. Zapisz cel, plan i to, jak wyglądały Twoje dni w tamtym okresie. Wskaż moment, w którym zaczęło być trudno. Przyjrzyj się temu, co wtedy się zmieniło. Czy doszły obowiązki? Czy krok okazał się zbyt duży? Czy zabrakło wsparcia? Czy nadal zależało Ci na tym samym celu? Zostaw również miejsce na odpowiedź, której jeszcze nie znasz.

Dopiero obok tego opisu zapisz zdanie, którym oceniłeś siebie. Przeczytaj oba fragmenty razem. „Jestem beznadziejny” może nagle okazać się bardzo ubogim podsumowaniem złożonej sytuacji. Być może bliższe faktom będzie: „Zaplanowałem więcej, niż mogłem wtedy wykonać”. Albo: „Nie wiedziałem, jak wrócić po przerwie”. Takie zdania pozwalają wybrać jedną rzecz do poprawy. Nie musisz od razu przebudowywać całego życia.

Właśnie po to warto wrócić do porzuconej próby: żeby lepiej przygotować następną. Możesz dowiedzieć się, jaki rozmiar działania jest dziś realny, czego potrzebujesz od innych i gdzie Twój plan rozmijał się z codziennością. Możesz też zauważyć wysiłek, który wcześniej uznałeś za nieważny. Zanim ponownie powiesz sobie „ja już taki jestem”, sprawdź, co naprawdę wydarzyło się po drodze. Może znajdziesz tam informację, której brakowało Ci przy poprzednim podejściu.